OKŁADKOWY ZAKUP. ALE CZY ZNALAZŁAM CIEKAWE TREŚCI I CZY GAZETY TO MORZE REKLAM?

Czy kupiłam gazetę ze względu na okładkę?

Tak, kupiłam. Dawno żadna okładka nie przypadła mi tak do gustu. Fajna, naturalna, idealnie dopasowana do obecnego sezonu.

Czy znalazłam coś dla siebie w środku najnowszego magazynu Pani? Otóż tak. W pierwszej kolejności zwróciłam uwagę na artykuł p. Wiki Kwiatkowskiej mówiący o księżnej Dianie. Myślę, że materiał został przygotowany na podstawie biografii i dostępnych informacji, ale ponowne wyciągnięcie ciekawostek o tej słynnej królewskiej postaci było dla mnie fascynujące. Co istotne, artykuł został wzbogacony większą ilością zdjęć, co jeszcze bardziej go uatrakcyjniło. Plus za to, bo to, co mnie zastanawia, to fakt, że w czasach, kiedy każdy z nas żyje obrazem, gazety często oferują płachtę tekstu bez wzbogacenia go zdjęciami z życia czy ciekawą grafiką. Mogę sobie domyślać, z czego to wynika, ale warto pomyśleć o tym, że wyobraźnia lepiej pracuje, gdy łączymy zmysły 😊

Zmysły to także karmienie się sztuką, naturalnym więc było wybranie kolejnego artykułu, co ciekawe tej samej autorki. Mianowicie artykuł o niezapomnianym Edwardzie Dwurniku. Ponownie, plus za połączenie treści ze zdjęciami. Sam artykuł skłania do refleksji. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie. To naprawdę artykuł z cyklu tych do zastanowienia, dlatego nie będę dzieliła się swoimi przemyśleniami. Niech każdy po przeczytaniu będzie miał swoje.

Dział Kultura pozwala mi,  żeby  być na bieżąco z fascynującym światem kina, teatru czy muzyki, a dział ten, stanowi dla mnie most łączący różne dziedziny kultury. Łatwo jest zatracić się w magii kina komercyjnego. Niestety, sama często zarywam noce przy Netflixowych serialach. Choć zdaję sobie sprawę, ile wartościowych rzeczy dzieje się poza obszarem komercji, czasami trudno jest nadążyć za wszystkim. Dlatego doceniam Kulturę w pigułce, która pozwala mi szybko i przyjemnie nadrobić zaległości, jednocześnie łącząc sztukę z szerokim spektrum kultury.

I teraz garstka wiedzy o jednym z naszych zmysłów 😊 Wiecie, że aż 80% informacji pochodzących z zewnątrz odbieramy oczami, a kora wzrokowa stanowi aż 60% całej powierzchni kory mózgowej? Być może dlatego obrazy są dla nas tak istotne. To dzięki wzrokowi doświadczamy możliwości poznawania otaczającego nas świata. Lubię czytać, ale czasami również przyjemność sprawia mi po prostu oglądanie zdjęć. Oczywiście, w tym numerze znalazłam fotki, które bardzo mi się podobały, zwłaszcza w dziale Fashion – “Stylowo na stoku“. Choć nie ukrywam, że przeżyłam delikatne rozczarowanie, ponieważ pierwsze strony zapowiadały ciekawy materiał, to potem natrafiłam na packhshotowe zdjęcia produktów. Przyznam, że początkujące mikroinfluencerki robią ciekawsze zdjęcia, nieco bardziej się wysilając.  Na szczęście materiał “Randka na 4 sposoby” przywrócił mi wiarę w chęć pokazania mody w sposób romantycznie praktyczny. Udało mi się nawet wychwycić trzy elementy ubrania, które chętnie sobie kupię.  I to nie tylko na randkę.😊.

Na koniec z fajnych treści – rzuciłam okiem na dział “Dobre życie” i kilka zagadnień z obszarów, które wydaje mi się, że są dla nas kobiet bardzo istotne, czyli psychologia. Później oddałam się turystycznym marzeniom, czyli działowi “Bez pośpiechu” i  przy dobrej muzyce i kawie” – poczytałam o ciekawych zakątkach świata a konkretnie o luzie na Karaibach i podejściu „pa ni pwoblem” – co znaczy „nie ma problemu”. Sorry, ale jak może być problematycznie?  Słońce, piękna rajska przyroda i odpowiednio przygotowany napój 😊  PA NI PWOBLEM!

Natomiast materiał “Ładne rzeczy!” to podróż po fascynujących miejscach i przedmiotach, cieszących oko i wzbogacających wnętrza. Niestety, tutaj zaskoczyło mnie pudełko śliwek i paczka kawy uważane za ładne rzeczy. Chociaż, gdyby te śliwki były w jakiejś mega premium puszce, mogłoby to coś zmienić. Ehhh…smuteczek.  Delikatne uczucie rozczarowania i przez to szybki przeskok do artykułu, który początkowo pominęłam. I próba znalezienia odpowiedzi na pytanie “Czy zdrowo być hedonistką?” Początkowo artykuł przeze mnie pominięty. Dlaczego? Bo sama nie wiedziałam, czy wypada iść w hedonizm, czy takie podejście może być akceptowane przez innych… Stoczyłam chwilową walkę w głowie, przez co na czole zafundowałam sobie dodatkową zmarszczkę. Szukałam odpowiedzi na pytanie, czy warto gonić za szczęściem, co tak naprawdę oznacza to szczęście? Czy mogę pozwolić sobie na szukanie przyjemności?

Śliwka nałęczowska, którą swoją drogą bardzo lubię, przyszła z pomocą, i powróciłam do materiału o hedonistycznej postawie. Przed przeczytaniem artykułu ponownie zadałam sobie pytanie – czy wypada kierować się takim podejściem?

Jak większość z nas, pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to oczywiście, że tak. W głowie pojawiły się często powtarzane przez ludzi slogany. Wszystko, co wynika z wewnętrznego buntu, rozmów i przemyśleń, było szybką odpowiedzią. Życie jest jedno. Nikt nie przeżyje tego życia za mnie. Inni się nie przejmują.

Zależało mi jednak na wypracowaniu własnego zdania na ten temat. Wróciłam więc ponownie do artykułu i zatopiłam swój wzrok i myśli w niego. Hedonizm okazał się zjawiskiem, które bardzo mnie zainteresowało. Planuję poszukać literatury naukowej w tym zakresie. Chcę wiedzieć więcej. Nie chcę powtarzać za tłumem, że mi się należy. Chcę zrozumieć, dlaczego i kiedy powinnam się nagradzać, bo nie chcę popaść w nurt kieratu hedonistycznego.

Na przeczytanie tego co mnie zainteresowało poświęciłam popołudnie. Magazyn kupiłam za 13 złotych. Czy było warto? Było. Nacieszyłam oko. Dowiedziałam się więcej o sobie i dla siebie.

 Na czas czytania odłożyłam telefon i mogłam się naprawdę skupić. Mam takie poczucie, że głowa zupełnie inaczej funkcjonowała przez ten czas. Podsumowując, spędziłam naprawdę miłe popołudnie. Potrzebowałam czegoś innego. Zdarza mi się kupować wybrane magazyny, ale te z wartościową treścią. Jak zauważyliście, nie wszystkie treści warte były mojego zainteresowania i czasu. Ale generalnie tak jest w życiu. Nie jestem tym faktem ani zaskoczona, ani rozczarowana. Zastanawia mnie tylko pewna powtarzalność i zachowawczość w magazynach. A to niestety bywa nudne. Inną kwestią w tym konkretnym przypadku jest stempelek “Dobra Prasa”, który początkowo przeczytałam “Dobra Passa” 😉 Passy życzę z całego serca, ale stempel w żaden sposób nie pasuje do takiego tytułu. Może, gdyby miał więcej klasy w grafice, był mniejszy i z innymi kolorami? Może. Dla mnie zdecydowanie na nie.

I na koniec cena. Może analogicznie do innych możliwości recyklingowych warto pomyśleć o możliwości odsprzedaży starych egzemplarzy? Może chętniej ludzie wróciliby do kupowania? Szkoda wyrzucać na śmieci własne pieniądze. Prawda?

Tak sobie myślę, że zaczynając nowy rok, kolejny nasz w życiu, nie przez cały czas, ale warto robić inne rzeczy, nawet te, do których nie jesteśmy przekonani. Chociaż nie lubię stwierdzenia “warto wyjść poza swoją strefę komfortu”, to uważam, że warto doświadczać życia, oczywiście przyjmując zarówno sukces, jak i ewentualną porażkę. Nie traktować wszystkiego, co się dzieje wokół nas, zero jedynkowo. Życie takie nie jest. Starajmy się z nieudanego filmu wyciągnąć dla siebie wartość, z pseudo-znajomości lekcję, a trudności, jakie się pojawiają, odwagę. W tym roku żyjmy po prostu dobrze i w zgodzie ze sobą 😊